STRAMBERK I TAK CO DRUGI WEEKEND
Prawie co weekend gdy fundusze nie pozwalają na dalsza wycieczkę to jeździmy na skałki w czeskiej miejscowości Stramberk, poniewaz mieszkamy w Cieszynie to dla nas to tylko 2 godziny jazdy pociągiem , samochodem 50 minut...oto kilka fot...w nastepnych postach bedzie wiecej z tych skał ktore znamy juz na pamięć.....SŁAWKOWSKI SZCZYT TATRY WYSOKIE STYCZEŃ 2009
W styczniu wybrałem sie z kolegą Krzyśkiem (Pisar) na Sławkowski szczyt w tatry wysokie na Słowacjii...była piekna pogoda i około 17 stopni mrozu , bardzo dużo śniegu i wyczerpujące, podejście...co wiecej pisac tatry to tatry...oto kilka fotek....Mała Fatra LIGHT ROZHUDEC 2007
Juz dawno w Styczniu roku 2007 byłem na Rozhudcu na Małej Fatrze z bratem i kolega...chciałem pokazać troche fotek....nie zawsze mam aparat w górach wiec dodaję wszystko co mam udokumentowane...GROSSGLOKNER Austria 2009 Drugie podejście...DRAMA
Końcem maja tego roku wybrałem sie z kolegą Adrianem na mój drugi atak na szczyt Grossglokner,znacie go juz z poprzedniej historii...tym razem wybraliśmy jeszcze trudniejsza trasę , nie bezpośrednio z doliny na szczyt tylko na około ,najpierw szliśmy 13 km doliną a potem czekało nas przejscie przez 6 szczytów wcale nie łatwych w tym główna grań Gloknera...wiec zaczynajmy.
Dojechaliśmy tam tym samym sposobem co rok wcześniej ominąć fakt ze uciekł nam pociąg do Wiednia i przez to mielismy troche problemów ale moze nie bede tego opisywał bo dużo tu gadania, 15 km przed ostatnią stacją czyli Zell am See musieliśmy spać na dworcu w mieście Schwarzarz St. bo nic w nocy nie jechało wiec takim sposobem byliśmy około 7 rano w Zell am See...nasza podróż trwała około 30 godzin...
Rano po kródkim odpoczynku wyruszyliśmy w stronę doliny , przeszliśmy 6 km zanim my do niej weszli i tu doliną około 8 km i rozłożyliśmy pierwszy biwak w pieknym miejscu, pogoda była super ale zza horyzontu szły bardzo cieżkie chmury jak co roku trafiają na mnie ,zaczelismy sie wkurzac wiec poszliśmy spać...
DZIEN 2
Wstajemy rano - ciemne niebo ale deszczu jeszcze nie ma wiec zjedliśmy cos i poszliśmy dalej . przeszlismy około 5 km jeszcze doliną i zaczeły sie strome podejścia i jak zwykle zaczął padac deszcz...aleee po 30 minutach przestał i nawet zrobiło się przyjemnie,doszliśmy do pierwszej tamy i z tąd mieliśmy 5 km do drugiej która była 1000 metrów wyżej...przeszlismy to w około 3 godziny z hakiem...i tam wyszło słońce (była nadzieja ale z tąd jeszcze dwa lub trzy dni do szczytu GROSSa )...wiec szliśmy dalej...obeszlismy ostatnie jezioro dookoła i weszliśmy w żleb gdzie zaczęlo sie nieprzyjemnie choc że słońce grzało...
Zaczeliśmy uprawiac wspinaczkę mixtową bez zabezpieczenia w ścianie...trawy,skały i mokry śnieg najgorsze co może być...przed wejściem w ściane zauwarzyliśmy szczeline brzeżną , ale tworzył sie mostek wiec weszłem gdy tu nagle wszystko sie zawaliło i wylądowałem w środku ale zatrzymałem sie od razu na plecaku lecz nogi dyndały w przestrzeni,szybko wskoczyłem spowrotem na sciane i tu juz bylem bezpieczny,Adrian poszedł trzy metry obok szczeliny którą otworzyłem i przeszedł bez problemu,,,wiec idziemy dalej sciana wydaje sie latwa wiec idziemy bez ZAPEZBIECZENIA gdy tu nagle Adrian znika mi z pola widzenia i słyszę wołanie ze mam szybko przyjść bo został i nie może sie ruszyć, musiałem obejśc garb i dopiero wtedy go zobaczyłem był podemną,w pewnym momencie nie wiedziałem co robic on tez nie wiedział został wisząc na jednym czekanie pod lekką przewieszka i jeszcze z 20 kilowym plecakiem na ramionach...POMYSŁ...zszedłem 10 metrów ze miałem go na wyciągniecie reki i tu podałem mu 1 metrową lonże i wciągnelismy sie do góry...fuuuu koniec...wyszliśmy cało.....Adrianowi zamarzneły ręce i ich nie czół a jak wracało krążenie to naraz na całą dolinę było słychac KURR.......(nie dokończe lepiej) ...dalej wspinaliśmy sie juz z asekuracja...gdy ściana sie skończyła była juz grań i wysokośc około 2900 metrów...tu rozbiliśmy obóz II...
DZIEN 3
7 rano i zadyma na maksa...i teraz pytanie czy isc dalej czy wracamy do domu przegrani ZNOWU!!!!!JA IDE!!!!Adrian popiera!!!!WIEC IDZIEMY!!!Szybkie pakowanie i spadamy!
Śnieg po kolana i wiatr prosto w twarz widocznosć na 15 metrów...po prawej stronie urywające sie żleby a nad nami nawisy i my w lawiniskach CIĘŻKIE WARUNKI...idziemy tak godzine i naraz ściana do góry próbujemy nią iść tak przez dwadzieścia metrów a śniegu coraz wiecej a to pierwsza góra z szećciu gdzie tam do GROSSa jeszcze dwa dni a my tu juz nie dajemy rady...a taka pogoda ma być przez cały tydzien podobno (jak sie potem okazało to taka była)...cieżka decyzja przed nami czy schodzimy nizej i czekamy w namiocie pare dni czy wracamy do Zell am See...decyzja-WRACAMY!!!KUR.......ILE RAZY BEDE TU MUSIAŁ JESZCZE WRACAC ZEBY WEJSC NA TĄ GÓRĘ....z opuszczoną glową schodze w dół Adi ze mną...ale humor i tak nas nie opuszcza ... Nie Samym Chlebem kawałek Kukiza ciągle chodzi po głowie i nucimy - Ona Miała Na Imię MARIOLLLLLLLLLAAAAAAAA!!!!!Haha!!!W jeden dzień zeszlismy w dół , tego samego dnia jeszcze wspinalismy sie na stucznych ściankach w historycznej miejscowości Kaprun...tak na rozluźnienie...III nocleg rozbiliśmy jak bezdomowcy na drewnianych podestach pod ścianką...
DZIEN 4
Powrót do Zell am See...
Obóz rozbilismy w parku koło Centrum Zell am See...było sie z czego śmiać :)
DZIEN 5
Makabryczny powrót do domu...
W taki sposób skończyła sie nasza wyprawa na GROSSa moja już druga...
Kolejny atak za miesiąc jeszcze w Sierpniu tego roku ale kto wie - zastanawiam sie jeszcze nad Eigerem jeśli fundusze pozwolą ( rodzina na karku )...chyba że Alpamayo????:):):)
GROSSGLOKNER Austria 2008
1 sierpnia pojechałem z kolegą Bartkiem i żoną na wyprawę zdobycia GrossGlocknera najwyższego szczytu austrii i drugiego pod względem wybitnosci najwiekszego szczytu w europie...celem wyprawy było wejscie żlebem od strony pólnocnej na wprost od lodowca Pasterze...szczyt atakowałem tylko z Bartkiem poniewarz żona była w 5 miesiącu ciąży i pilnowała namiotu i sprzetu na morenach lodowca Pasterze..tym razem jechaliśmy z polski najtańszym sposobem jakim sie dało czyli pociągiem na bilety weekendowe przez czechy bilet sone + za około 700 KĆ przez całe czechy na trzy osoby a austrie pokonalismy biletem Ein Fach Raus Ticket za 28 Euro na trzech...wyjeżdżaliśmy z Czeskiego Cieszyna o godzinie 1 w nocy i bylismy o tej samej porze w Zell am See czyli trasa trwała 24 godziny...gdy stanelismy na dworcu w Zell am See stwierdzilismy ze idziemy poszukac jakiegos miejsca do spania i w ten sposób weszlismy jeszcze 7 km w głab doliny GlocknerStrasse o 3 w nocy rozbilismy namiot...nastepnego dnia był upał chyba ze 35 stopni i szliśmy dalej betonem wśród samochodów pod lodowiec Pasterze..wieczorem byliśmy na morenach lodowca i rozbiliśmy namiot...dla mojej żony to było tyle chodzenia bo tu właśnie rozbilismy obóz głowny i tu miała czekac na nas jak my bedziemy zdobywac szczyt i tak to co zrobiła pierwszego dnia to było bardzo meczące dla niej jak na piaty miesiąc ciązy i cieżki plecak na plecach...nastepnego dnia poswiecilismy jeden dzien na rekonesans zeby zapoznac sie z terenem pogoda była w miare dobra...dzien trzeci zaatakowałem z bartkiem szczyt...najpierw przeszlismy przez lodowiec okolo 4 km i nastepnie weszlismy w żleb szło nam bardzo dobrze nawet niewiedzielismy kiedy znależlismy sie na grani około godziny 5, tam kolega bartek powiedzial ze dalej nie idzie (nie dziwie mu sie to jego pierwsza wyprawa na powazniejsza gore niz tatry) . stwierdzilem ze ide sam zabralem tylko raki i czekan z tamtad mialem jeszcze około 800 metrów przewyzszenia...z poczatku asekuracja wogóle nie byla konieczna ale pod szczytem zasząl sie syfff cieżka chmura wisiała na kopule szczytowej i widocznosc nie przekraczała 10 metrów ale stwierdzilem ze jeszcze da sie isc , szedłem dalej sladu życia nie bylo zadnego ,slady przysypane i pełno sniegu i opady deszczeu i wiatr, w pewneym momencie stanalem na KLEINgloknerze wiec tu mnie tylko dzieliło w lini prostej od szczytu głownego około40 metrów ALE-trzeba było zejsc w dól 20 metrow na przełączke i wspinac sie juz po stromej grani na szczyt tu stwierdzilem ze dalej nie ide NIE MIALEM ZE SOBA PARTNERA ANI LINY I SPRZETU ZEBY SIE ZABEZPIECZYC a skała była oblodzona i stroma ..zeszłem w dól spotkałem Bartka na grani i poszlismy razem do Dominiki mojej żony z tąd jeszcze około 5 godzin marszu,nie mielismy juz wody ani jedzenia bylismy wysuszeni było już ciemno a Dominice powiedzialem ze około 18 bedziemy...szlismy trawersem w nocy 7 km a potem jeszcze w dół po stromej grani gdzie odpadały nam juz nogi ... w obozie znależlismy sie o 1 w nocy...7 godzin spóźnienia...zona myślala że juz nie wrócę...GROSSGLOCKNER czeka za mnie za rok....nie odpuszcze byłem tak blisko,to najbardziej boli...wiem ze to nie jest trudna góra technicznie ale my robili to w stylu starego alpinizmu zawsze tak robimy ma byc cieżko i tyle a nie wozic sie autami jak najwyzej i chodzic szlakami obchakowanymi i z drabinkami i tłumami ludzi...Wyprawa na GROSSWENEDIGER Austria 2006
GrossVenediger
Witam!
W Sierpniu 2006 roku pojechaliśmy z bratem i kolegą do austrii na górę Grosswenediger...Pierwszego dnia gdy wyruszyliśmy z parkingu złapał nas ogromny deszcz i cały dzień lało, wieczorem rozbiliśmy namiot na około 2500 m.n.p.m...rano gdy wstaliśmy pogoda sie zmieniła i było dosć ładnie ale nie rewelacja wiec szliśmy dalej...doszliśmy na 3000 metrów i było już śniegu po kolana i pogoda zaczęła sie psuć przyszedł wielki wiatr i ogromne opady śniegu a widocznosc była na odległośc może 10 metrów wiec rozbiliśmy namiot...w nocy było około - 10 stopni wiec jak na sierpien w alpach to bardzo zimno ale nawet dało sie spac...rano gdy obudziliśmy sie i otworzyliśmy apsyde namiotu to śnieg wsypał nam sie do środka (przysypało nas) przez noc spadło jeszcze około 30 do 40 cm śniegu...stwierdziliśmy ze przeczekamy pogode w namiocie do nastepnego dnia...nastepnego dnia było to samo wiec zeszlismy do doliny przedzierajac sie w sniegu momentami do pasa...smutni zeszlismy do doliny nie majac juz nadziei na zdobycie szczytu..wieczorem rozbilismy obuz na polu namiotowym i mielismy w planie jechac nastepnego dnia do polski...gdy rano obudziliśmy sie z myslą ze wracamy do domu i mając złe humory nagle naczym oczom ukazał sie cud BEZCHMURNE NIEBO i piekne widoki, zmienilismy bardzo szybko decyzje , spakowalismy plecaki i szybko poszliśmy w strone szczytu juz o godzinie 15 byliśmy pod kopulą szczytowa i na lodowcu , o godzinie 18 szczyt był nasz, bardzo piekne widoki i panoramy w tle było widac marmolade i dolomity ale z dalekiego horyzontu szły już cieżkie chmury....zeszliśmy noca na moreny lodowca i rozbiliśmy namiot .. nestepnego dnia zeszliśmy do parkingu gdzie mielismy samochód i pojechaliśmy jeszcze tego dnia do polski...To była moja pierwsza wyprawa w alpy...wniosek wyprawy zadowalający najpierw trzy dni bezcelowego chodzenia we chmurach i po kolana w sniegu a czwartego dnia podejscie i wieczór na szczycie ..tamtego dnia zrobiliśmy prawie 2500 metrów przewyższenia i zeszliśmy jeszcze 1000m....to była niezapomniana wyprawa....Nestepny mój cel to GrossGlokner (najwyzszy szczyt austrii)
O mnie
gory-rockmusic
Marzenie:
Jeśli chodzi o góry to chciałbym zdobyc szczyt Alpamayo zimą w Andach Ameryki Południowej...a jesłi chodzi o muzyke to marzę o gitarze firmy FENDER Stratocaster
Tagi:
Góry muzyka Fender Alpamayo Alpy wspinaczka
Adres bloga:
http://gory-rockmusic.dlaniepokonanych.pl/ Kopiuj i rozsyłaj znajomym.Zobacz inne blogi
-
dancer95
- Liczba głosów: 0
- Miejsce: 1488
-
koniara972
- Liczba głosów: 0
- Miejsce: 2543
-
kilimanjaro
- Liczba głosów: 1003
- Miejsce: 58